• Uroczystosci Niedzieli Palmowej rozpoczelismy procesja.
    Przybylo okolo 2 tys. parafian, wiec tzw. High Mass odbyla sie na stadionie.
    Msza byla pieknie przygotowana – no moze poza malymi wpadkami – chor zaczal spiewac alleluja ale po kilku sekundach spiew ucichl bo ludzie zaczeli sie smiac.
    W sumie byla to piekna liturgia.

    Pozdrawiam z Lilongwe,
    Bartek

    ps01

    ps02

    ps03

    ps04

  • Afryka, Lusaka 24.03.2009 No Comments

    Wczoraj dojechalem szczesliwie na zjazd asystentow. Podroz rozpoczalem o 5.00. Po przejsciu granicy wsiadlem do autobusu okolo godz. 7.00. Autobus mial wyruszyc o 7.00 ale byl maly poslizg i wyruszylismy okolo 9 – przez caly czas czekania silnik byl wlaczony :) – ciekawy sposob zdobywania klientow. Podroz byla dluga i meczaca. Do Lusaki dotarlem okolo 17.30. Potem taksowka i na Chalame. Modlitwy, Kolacja i pojechalismy do kina na Rozowa Pantere 2.
    W sumie byl to bardzo aktywny dzien.
    Za godzine jedziemy na farme krokodyli – bedzie ciekawie, a jutro same wyklady – tez bedzie „ciekawie”.

    Pozdrawiam,
    Bartek

  • W ostatnia sobote zabralem naszych ministrantow na przechadzke.
    Wdrapalismy sie na szczyt wygaslego wulkanu – jakies 30 minut pieszo od Don Bosco Campus.
    Na szczycie troche pospiewalismy, pojedlismy slodyczy i okolo 17 wrocilismy do domu.
    Chlopcy byli bardzo zadowoleni – ja rowniez ;)

    przechadzka01

    przechadzka02

  • …znaczy ze juz tak nie pada.

    U mnie wszystko ok – dzieki Bogu ciagle jestem zdrowy.
    Raz myslalem ze to malaria ale okna nie zamknalem na noc i musialo mnie przewiac ;)

    Polowa ministrantow chora ostatnio byla na malarie i nawet nasz aspirant, ale mnie nie rusza.

    Ks. Piotr (Bambo Ufumu – proboszcz) – mowil ze od dwudziestu lat nie byl chory na malarie. Ja tez nie zamierzam – Absolutnie ;)

    W ostatnia srode sypalem popiolem, a w piatki mamy tradycyjna Droge Krzyzowa… w sumie klimat Wielkopostny.

    W czerwcu wracam do Polski… ach zjadlbym tatara :)

    Pozdrawiam serdecznie z Goracego Serca Afryki,
    Bartek

    Tags:

  • Ciagle pada… tak moge okreslic pogode w Lilongwe.
    A co u mnie? Rozpoczalem juz nauczanie w szkole – mam ponad 300 studentow, a najwieksza z grup to ponad 60 wiec zajecia odbywaja sie w auli szkolnej. Oczywiscie ucze Katechezy :)

    Ostatnio padl mi komputer… z poczatkiem roku odmowil posluszenstwa… niestety najblizszy serwis jest w Europie wiec przez 6 miesiecy bedzie grzecznie lezal w szafie i czekal na powrot do ojczyzny.

    Rozpoczelismy tez nowy projekt – mimo kryzysu finansowego na swiecie.
    Budowa nowego budynku dla centrum mlodziezowego juz ruszyla i miejmy nadzieje ze z pomoca Boza i dobrodziejow dojdziemy do konca.
    Ukonczone zostaly fundamenty i powoli rosna pierwsze sciany.

    Wszystkich ludzi dobrej woli prosimy o pomoc finansowa.
    (w Chocianowie prosze skontaktowac sie z moimi rodzicami)

    Szerszy opis projektu znajduje sie w pliku tutaj

    Pozdrawiam serdecznie,

    Bartek

  • Cześć!

    Na początku serdeczne pozdrowienia z Malawi.

    Już prawie po świętach więc postanowiłem napisać kilka słów o tym co się u mnie działo.

    W tradycji Malawijskiej nie ma jakotako kolacji wigilijnej, ale u nas ze względu na przewagę polaków i obecność wolontariuszek z Nkhotakota przygotowaliśmy tradycyjną polską wigilię.

    Był barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, tradycyjny polski sos grzybowy (z polskich suszonych grzybów), życzenia, kolędy, prezenty, choinka, a wszystko w pięknym natroju świątecznym.

    Była też Pasterka… co prawda o 18.00, ale była to jedna z najpiękniej przygotowanych Mszy świętych jakie dane mi było przeżyć w Afryce. Dekoracje, oprawa muzyczna i … chwilowy brak prądu sprawiły że atmosfera była naprawdę świąteczna. Na dziękczynienie oczywiście tańce – cały kościół tańczył w rytmach Bożo Narodzeniowo – Afrykańskich.

    Kolędowanie skończyliśmy około 22.30

     

    To chyba na tyle…

    Pozdrawiam serdecznie,

    Bartek

  • Radosnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia
    oraz wielu szczęśliwych chwil i wszelkich łask Bożych
    w nadchodzącym Nowym Roku
    wszystkim odwiedzającym blog życzy 

    Bartek

  • Na początkek serdeczne pozdrowienia z Lilongwe.

    Sporo się działo i zawsze gdy zabierałem się do pisania to coś innego mi wyskakiwało… ale już są wakacje więc przynajmniej wyskrobię kilka zdań.

    Co u mnie? Wszystko OK.

    Co tak wlaściwie robię? W tygodniu do obiadu jestem w szkole a potem w oratorium. W soboty mam zbiórkę z ministrantami, a w niedziele rano pomagam na parafi, a potem w oratorium. W sumie wszystko jest naprawdę dobrze.

    Wspólnota do której należę to głównie polacy, ale jest też jeden koreańczyk i jeden hindus. Dobrze, że językiem. którego używamy na codzień jest angielski, przynajmniej co nieco rozumiem.

    W szkole pomagam przy projekcie komputerowym, a od stycznia będę uczył… ale nie wiem jeszcze czy informatyki czy religi ;) . Oczywiście w szkole mówimy po angielsku.

    Oratorium to inna sprawa… tutaj tylko kilka osób mówi po angielsku, a cała reszta w chichiewa… w którym to potrafię się przywitać i powiedzieć „dzisiaj nie będzie cukierków – przyjdźcie jutro”… powoli się uczę choć jest to trochę skomplikowane.

    Na zbiórkach z ministrantami mówię po angielsku, a jeden z nich tłumaczy na chichiewa. Przyznam. że obawiałem się prowadzić grupę ministrantów, ale po miesiącu widzę, że nie było czego. Chłopcy są bardzo otwarci i świetnie zorganizowani. Z początku na liście miałem 111 chłopaków, ale wielu z nich miało zaległy egzamin (część nie przyszła na poprawkę) i nie dostarczyli świadectwa chrztu więc od dwóch tygodni na liście jest 43 najlepszych. To i tak dużo więcej niż potrzeba. W niedzielę są trzy msze święte, a w tygodniu tylko 5. W sumie bardzo dobra grupa.

    W poniedziałki uczestniczę w spotkaniach klubu różańcowego. Coś co mi się bardzo tutaj podoba to, że młodzież nie boi się modlić i wyrażać tego w co tak naprawdę wierzą. W naszej dzielnicy jest może z 30 różnych kościołów czy sekt, ale wiara jest tym co tych ludzi naprawdę pociąga.

    Różnice kulturowe są duże i nie polecałbym białym dziewczynam brać czarnych chłopaków… bo to właściwie one musiałyby nosić za nimi zakupy , a nie odwrotnie, ale nie tylko dlatego…

    …a o tym następnym razem.

    Pozdrawiam z Lilongwe,

    Bartek

  • Afryka 18.10.2008 No Comments

    Już dwa tygodnie jestem w Lilongwe, ale dopiero dzisiaj znalazłem trochę spokoju żeby napisać kilka słów co robiłem przez ostatni miesiąc…

    Z Chingoli wyjechaliśmy o 5.00. Po drodze przez Kongo (jakieś 70km) wstąpiliśmy do Mansy na obiad, a potem dalej w drogę… Do Kazembe dojechaliśmy około 15.00. Trochę zmęczeni, ale szczęśliwi.

    Następnego dnia odbywały się uroczystości 25 lecia salezjanów w Kazembe. Była uroczysta Eucharystia w języku Chi Bemba (czyli jakieś 3h pełne śpiewu i tańców), a potem obiad razem z parafianami i spotkanie braterskie. Nocleg mieliśmy w Lufubu. Następnego dnia wyruszyliśmy do Lusaki (poniedziałek).

    Droga do Lusaki była dość długa ale po 10h szczęśliwie dotarliśmy do celu.

    We wtorek 23 września pojechaliśmy do Kasisi na tygodniowe rekolekcje. Nauki głosił ks. Tresford Chiota. W sumie tydzień odpoczynku w ciszy i modlitewnej atmosferze.

    Po rekolekcjach dwa dni spędziłem na Chawamie w Lusace, a potem razem z Fr. Alex Kim (koreańczyk) wyruszyliśmy w następną podróż, tym razem do Lilongwe.

    Wstałem wcześnie rano (4.00), spakowałem się, zjadłem sokojnie śniadanie i o 5.00 ks. Leszek podrzucił nas na autobus z Lusaki do Chipata. Było ciasno, długo i przez tydzień miałem katar, bo mnie przewiało.
    Podróż była dość męcząca. Z Chipata do granicy zawiozła nas znajoma siostra ks. Kima, a potem taksówką i busem do Lilongwe. Do celu dotarliśmy około 20.00.

    …a w Lilongwe powoli uczę się pracy w szkole i kultury Malawi.

    Największym zaskoczeniem było dla mnie w jaki sposób szkoła przywitała mnie i dwóch wolontariuszy z Austri. Było naprawdę ciekawie.

    Trochę więcej napiszę o Malawi za tydzień.

    Zapraszam do Galeri

    Pozdrawiam,

    Bartek