• Uroczystosci Niedzieli Palmowej rozpoczelismy procesja.
    Przybylo okolo 2 tys. parafian, wiec tzw. High Mass odbyla sie na stadionie.
    Msza byla pieknie przygotowana – no moze poza malymi wpadkami – chor zaczal spiewac alleluja ale po kilku sekundach spiew ucichl bo ludzie zaczeli sie smiac.
    W sumie byla to piekna liturgia.

    Pozdrawiam z Lilongwe,
    Bartek

    ps01

    ps02

    ps03

    ps04

  • W ostatnia sobote zabralem naszych ministrantow na przechadzke.
    Wdrapalismy sie na szczyt wygaslego wulkanu – jakies 30 minut pieszo od Don Bosco Campus.
    Na szczycie troche pospiewalismy, pojedlismy slodyczy i okolo 17 wrocilismy do domu.
    Chlopcy byli bardzo zadowoleni – ja rowniez ;)

    przechadzka01

    przechadzka02

  • …znaczy ze juz tak nie pada.

    U mnie wszystko ok – dzieki Bogu ciagle jestem zdrowy.
    Raz myslalem ze to malaria ale okna nie zamknalem na noc i musialo mnie przewiac ;)

    Polowa ministrantow chora ostatnio byla na malarie i nawet nasz aspirant, ale mnie nie rusza.

    Ks. Piotr (Bambo Ufumu – proboszcz) – mowil ze od dwudziestu lat nie byl chory na malarie. Ja tez nie zamierzam – Absolutnie ;)

    W ostatnia srode sypalem popiolem, a w piatki mamy tradycyjna Droge Krzyzowa… w sumie klimat Wielkopostny.

    W czerwcu wracam do Polski… ach zjadlbym tatara :)

    Pozdrawiam serdecznie z Goracego Serca Afryki,
    Bartek

    Tags:

  • Ciagle pada… tak moge okreslic pogode w Lilongwe.
    A co u mnie? Rozpoczalem juz nauczanie w szkole – mam ponad 300 studentow, a najwieksza z grup to ponad 60 wiec zajecia odbywaja sie w auli szkolnej. Oczywiscie ucze Katechezy :)

    Ostatnio padl mi komputer… z poczatkiem roku odmowil posluszenstwa… niestety najblizszy serwis jest w Europie wiec przez 6 miesiecy bedzie grzecznie lezal w szafie i czekal na powrot do ojczyzny.

    Rozpoczelismy tez nowy projekt – mimo kryzysu finansowego na swiecie.
    Budowa nowego budynku dla centrum mlodziezowego juz ruszyla i miejmy nadzieje ze z pomoca Boza i dobrodziejow dojdziemy do konca.
    Ukonczone zostaly fundamenty i powoli rosna pierwsze sciany.

    Wszystkich ludzi dobrej woli prosimy o pomoc finansowa.
    (w Chocianowie prosze skontaktowac sie z moimi rodzicami)

    Szerszy opis projektu znajduje sie w pliku tutaj

    Pozdrawiam serdecznie,

    Bartek

  • Cześć!

    Na początku serdeczne pozdrowienia z Malawi.

    Już prawie po świętach więc postanowiłem napisać kilka słów o tym co się u mnie działo.

    W tradycji Malawijskiej nie ma jakotako kolacji wigilijnej, ale u nas ze względu na przewagę polaków i obecność wolontariuszek z Nkhotakota przygotowaliśmy tradycyjną polską wigilię.

    Był barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, tradycyjny polski sos grzybowy (z polskich suszonych grzybów), życzenia, kolędy, prezenty, choinka, a wszystko w pięknym natroju świątecznym.

    Była też Pasterka… co prawda o 18.00, ale była to jedna z najpiękniej przygotowanych Mszy świętych jakie dane mi było przeżyć w Afryce. Dekoracje, oprawa muzyczna i … chwilowy brak prądu sprawiły że atmosfera była naprawdę świąteczna. Na dziękczynienie oczywiście tańce – cały kościół tańczył w rytmach Bożo Narodzeniowo – Afrykańskich.

    Kolędowanie skończyliśmy około 22.30

     

    To chyba na tyle…

    Pozdrawiam serdecznie,

    Bartek

  • Radosnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia
    oraz wielu szczęśliwych chwil i wszelkich łask Bożych
    w nadchodzącym Nowym Roku
    wszystkim odwiedzającym blog życzy 

    Bartek

  • Na początkek serdeczne pozdrowienia z Lilongwe.

    Sporo się działo i zawsze gdy zabierałem się do pisania to coś innego mi wyskakiwało… ale już są wakacje więc przynajmniej wyskrobię kilka zdań.

    Co u mnie? Wszystko OK.

    Co tak wlaściwie robię? W tygodniu do obiadu jestem w szkole a potem w oratorium. W soboty mam zbiórkę z ministrantami, a w niedziele rano pomagam na parafi, a potem w oratorium. W sumie wszystko jest naprawdę dobrze.

    Wspólnota do której należę to głównie polacy, ale jest też jeden koreańczyk i jeden hindus. Dobrze, że językiem. którego używamy na codzień jest angielski, przynajmniej co nieco rozumiem.

    W szkole pomagam przy projekcie komputerowym, a od stycznia będę uczył… ale nie wiem jeszcze czy informatyki czy religi ;) . Oczywiście w szkole mówimy po angielsku.

    Oratorium to inna sprawa… tutaj tylko kilka osób mówi po angielsku, a cała reszta w chichiewa… w którym to potrafię się przywitać i powiedzieć „dzisiaj nie będzie cukierków – przyjdźcie jutro”… powoli się uczę choć jest to trochę skomplikowane.

    Na zbiórkach z ministrantami mówię po angielsku, a jeden z nich tłumaczy na chichiewa. Przyznam. że obawiałem się prowadzić grupę ministrantów, ale po miesiącu widzę, że nie było czego. Chłopcy są bardzo otwarci i świetnie zorganizowani. Z początku na liście miałem 111 chłopaków, ale wielu z nich miało zaległy egzamin (część nie przyszła na poprawkę) i nie dostarczyli świadectwa chrztu więc od dwóch tygodni na liście jest 43 najlepszych. To i tak dużo więcej niż potrzeba. W niedzielę są trzy msze święte, a w tygodniu tylko 5. W sumie bardzo dobra grupa.

    W poniedziałki uczestniczę w spotkaniach klubu różańcowego. Coś co mi się bardzo tutaj podoba to, że młodzież nie boi się modlić i wyrażać tego w co tak naprawdę wierzą. W naszej dzielnicy jest może z 30 różnych kościołów czy sekt, ale wiara jest tym co tych ludzi naprawdę pociąga.

    Różnice kulturowe są duże i nie polecałbym białym dziewczynam brać czarnych chłopaków… bo to właściwie one musiałyby nosić za nimi zakupy , a nie odwrotnie, ale nie tylko dlatego…

    …a o tym następnym razem.

    Pozdrawiam z Lilongwe,

    Bartek