• Afryka, Lilongwe 07.12.2008

    Na początkek serdeczne pozdrowienia z Lilongwe.

    Sporo się działo i zawsze gdy zabierałem się do pisania to coś innego mi wyskakiwało… ale już są wakacje więc przynajmniej wyskrobię kilka zdań.

    Co u mnie? Wszystko OK.

    Co tak wlaściwie robię? W tygodniu do obiadu jestem w szkole a potem w oratorium. W soboty mam zbiórkę z ministrantami, a w niedziele rano pomagam na parafi, a potem w oratorium. W sumie wszystko jest naprawdę dobrze.

    Wspólnota do której należę to głównie polacy, ale jest też jeden koreańczyk i jeden hindus. Dobrze, że językiem. którego używamy na codzień jest angielski, przynajmniej co nieco rozumiem.

    W szkole pomagam przy projekcie komputerowym, a od stycznia będę uczył… ale nie wiem jeszcze czy informatyki czy religi ;) . Oczywiście w szkole mówimy po angielsku.

    Oratorium to inna sprawa… tutaj tylko kilka osób mówi po angielsku, a cała reszta w chichiewa… w którym to potrafię się przywitać i powiedzieć „dzisiaj nie będzie cukierków – przyjdźcie jutro”… powoli się uczę choć jest to trochę skomplikowane.

    Na zbiórkach z ministrantami mówię po angielsku, a jeden z nich tłumaczy na chichiewa. Przyznam. że obawiałem się prowadzić grupę ministrantów, ale po miesiącu widzę, że nie było czego. Chłopcy są bardzo otwarci i świetnie zorganizowani. Z początku na liście miałem 111 chłopaków, ale wielu z nich miało zaległy egzamin (część nie przyszła na poprawkę) i nie dostarczyli świadectwa chrztu więc od dwóch tygodni na liście jest 43 najlepszych. To i tak dużo więcej niż potrzeba. W niedzielę są trzy msze święte, a w tygodniu tylko 5. W sumie bardzo dobra grupa.

    W poniedziałki uczestniczę w spotkaniach klubu różańcowego. Coś co mi się bardzo tutaj podoba to, że młodzież nie boi się modlić i wyrażać tego w co tak naprawdę wierzą. W naszej dzielnicy jest może z 30 różnych kościołów czy sekt, ale wiara jest tym co tych ludzi naprawdę pociąga.

    Różnice kulturowe są duże i nie polecałbym białym dziewczynam brać czarnych chłopaków… bo to właściwie one musiałyby nosić za nimi zakupy , a nie odwrotnie, ale nie tylko dlatego…

    …a o tym następnym razem.

    Pozdrawiam z Lilongwe,

    Bartek

    Posted by Bartek @ 9:42 am

  • Leave a Comment

    Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.